Bedrutham Steps, czyli schody olbrzyma

Nadchodzi wieczór. Jeszcze chwila i czeka nas zachód słońca. Auto zaparkowane na pustym parkingu. O tej porze nie ma turystycznych tłumów. Niesprzyjająca pogoda nam sprzyja. Nie widać żywej duszy. Nad klifami wisi mgła. Miejscami się przerzedza. Łapiemy z bagażnika resztki domowego chaczapuri. Uzupełniamy je sałatką. Wege kebab. Ruszamy w kierunku wody. To, co ukazuje się naszym oczom to Bedrutham Steps. Legenda mówi, że skalne stożki zostały zbudowane przez giganta o imieniu Bedruthan. Miał on je wykorzystywać jako kamienie przejściowe do przemierzania zatoki.

Mamy szczęście bo trafiamy na czas odpływu. Ustępujące fale odsłaniają kolejne fragmenty plaż i kamlotów obrośniętych małżami i glonami. Skalne bryły górują nad wodą jak strażnicy pilnujący jej rytmu. Klify urywają się nagle, bo taka ich uroda. Najwyższe ich partie pokrywa kwitnąca różowa i żółta koniczyna. Całość tworzy zielony dywan, sprawiający wrażenie niewinnego, łagodnego zejścia. Nic bardziej mylnego. Schodzimy na plażę po stromych stopniach. Wąskich stopniach. Przyklejonych do skalnej ściany. Z ogromu przestrzeni i wysokości przez chwilę czuć zawrót głowy i nogi jak z waty. Uczucie nie trwa długo, bo szybko ustępuje ekscytacji i adrenalinie. Jedną ręką trzymam zardzewiałą poręcz, drugą staram się zrobić jakieś ujęcie. Tak wiem, to mega nieprofesjonalne!

Od wody wieje bryza. Rozdmuchuje spływające po skałach strumyczki. Odświeżenie gwarantowane. Plaże usiane są kamlotami. Dużo tu mikro wąwozów, jaskiń i szczelin. Raj dla ciekawskich. Początkowo nie zauważamy jak fale się wyciszają. Odkrywamy to dopiero wtedy, gdy nie musimy skakać nad wodą ze skały na skałę, bo wody już tam nie ma. Rysujemy szlaczki na piasku. Podziwiamy małże. Budujemy mini tamy. Słońce żegna się z nami, przesyłając pomarańczowy promień. Jakiś cudem udaje mu się przebić przez warstwę chmur.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *