Folder

Zeszłoroczny maj. Sobotnia wyprawa wzdłuż kanału z Banbury do Oxfordu. Spacer na ponad 20 km. Żar leje się z nieba. Zielono dookoła. Kanał wije się wśród pól jak wstęga. Woda za najczystszą nie uchodzi, ale i tak ma swój urok. Barkowicze w swoim żywiole, pływają, machają, zagadują. Gdzieniegdzie kępka drzew. Ceglane mostki w nierównych odstępach. Ponumerowane. Nad kanał schodzimy przy 166. Mamy dojść do Heyford na 206 most. Krok za krokiem, but za butem, kamyk za kamieniem.

O 13, po pięciu godzinach wędrówki i piknikowania jesteśmy spaleni słońcem. Jak po dwóch tygodniach w Tunezji. Docieramy do 206. Jak mapa wskazuje, wyłania się przed nami stacja kolejowa. Mówiąc ściślej: betonowy peron i dwa automaty do biletów. Pociąg nadjeżdża po godzinie z hakiem. Całkowicie pusty. Na jednym z siedzeń leży folder. Wakacyjne oferty krzyczą z każdej strony. Hotele, festiwale, imprezy. Wierzcie mi, po dzisiejszej trasie apetyt na nowe podróże tylko się zaostrzył. I nagle… zobaczyłam ten widok. Falmouth. Zielono błękitna woda. Złocista plaża ukryta wśród skał. Kilka małych domków położonych na półkach klifu. Ten obraz tak utkwił mi w głowie, że zapragnęłam tam być. Póki co było to dla nas nie do osiągnięcia. Bo za drogo. Bo nie mamy samochodu. Bo nie mamy urlopu.

Tak się złożyło, że kilka tygodniu temu stanęłam na plaży w Falmouth, w jednym z wielu serc Kornwalii. Nie planowałam tego szczególnie mocno. Samo przyszło. Niesamowite uczucie. Podobne trochę do deja vu. Zdecydowałam, że 2018 to rok spełniania marzeń.
Ta strona to nie tylko jedno z tych marzeń, ale też ogromne wyzwanie, którego nie chciałam ponownie odkładać na później. Nie zliczę nieudanych prób i pracy nad nią. Dlatego tak bardzo się cieszę, gdy w końcu jest. Bardzo dziękuję kilku wspaniałym osobom, bez których nie pojawiłabym się tutaj.
Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *